A zaczęło się od adobe…

Naprawiam komputer, więc w międzyczasie opowiem wam moją historię. Chciałem sobie zainstalować program adobe fuse, bo potrzebowałem zrobić kilka modeli, a to by mi trochę robotę uprościło(miałem go kiedyś, ale niestety musiałem usunąć, ze względu na brak miejsca). No to instaluję go, a on mi mówi, że za mało miejsca. Faktycznie mój dysk C ma tylko 40gb, z czego tylko 3gb wolne i nie ma szans na usunięcie czegokolwiek. No więc chciałem zrobić kopię tego systemu, to jest obydwu partycji C i D, żeby wrzucić je na większy dysk obok linuxa.

Jak chciałem, tak zrobiłem, poprawiłem boot, po czym linux nie chciał się normalnie odpalić, ale myślę sobie(trudno, nie jest mi teraz potrzebny, a jego łatwo naprawić), no więc zająłem się windowsem. Bootuję go, a on zbootował się z dysku C na tamtym małym dysku, a te dwie skopiowane partycje nazwał G i chyba F, albo H. Po kilku godzinach cudowania i naprawiania, wpadłem na inne tymczasowe rozwiązanie, chciałem zmniejszyć dysk D i zwiększyć C. Zmniejszam D, chcę zwiększyć C, ale się nie da. No to mi ojciec polecił super program eraseus partition magic czy coś, ściągnąłem i faktycznie dało się zwiększyć C. Ale po kliknięciu zatwierdź zażądał licencji.

I tu się zaczyna największy problem, bo zachciało mi się cracka, a antyvirus nie ma licencji od jakiegoś czasu, bo jeszcze nie kupiłem, no ale ryzyk fizyk, ściągnąłem z zatoki piratów(bo myślałem, że tam najmniejsza szansa na problem) i stało się, włączyłem go, a po chwili masa śmieci zaczęła się instalować, po zamknięciu wszystkich obcych procesów i tak otwierały się nowe, więc postanowiłem wyłączyć komputer i z płytki z linuxem go przeskanować, a że nie mam od 20min neta, bo zdaniem mojego ojca powinienem spać, to muszę ściągać clamtk przy użyciu udostępniania pakietu internetu z telefonu. Po 15minutach ściągania dostałem fatal error. I kolejna noc nie przespana bo trzeba przygotować komputer do pracy. Godzina 23 instaluję od nowa linuxa, godzina 23:40 już wszystko działa. Odpalam więc linuxa wgrywam clamtk z pakietu i czekam… Jakoś przed 1 w nocy miałem clamtk, no więc włączyłem skanowanie, czekam do 2, a on mi wykrył różne rzeczy w tym oznaczył moje programy jako prywatne exe’ki  czy coś, to chyba opcja „PAO’ czy jakoś tak była. Zmęczony wyłączyłem kompa. Dziś rano odpaliłem winde bez karty sieciowej i rozpocząłem walkę z virusami, po usunięciu wszystkiego co dało radę usunąć ręcznie, zablokowaniu procesów które się uruchamiały, wyłączeniu obcych usług i resecie przeglądarki chciałem usunąć kasperskiego i wgrać od nowa, żeby mieć triala na chwilę. No więc ściągam revo uninstaller i go usuwam, chcę wgrać go od nowa, a on mówi, że kasperski jest zainstalowany. Usuwałem go ale jest zainstalowany, no dobra, patrzę a on faktycznie jest, ale go z rejestru wywaliło i plik uninstalacyjny, więc ani mi antyvirus nie działał, ani nie mogłem go niczym usunąć. No to pomyślałem, że wgram bitdefendera, a tu przeglądarka nie chciała odpalić żadnej strony. Przelogowałem się więc na linuxa ściągnąłęm co potrzeba, po drodze próbowałem wgrać kasperskiego wersję linuxową, ale nie wiedziałem gdzie tam ogarnąć licencję triala. Więc zgrałem bitdefendera i adwcleanera na wszelki wypadek na dysk windy. Odpalam winde, włączam adw i znalazł 424 zagrożenia, usunąłęm, komp się włączył ponownie. Kilka śmieci zniknęło, ale stery od karty sieciowej nie działały, no więc wgrałem je od nowa. Zacząłem wgrywać bitdefendera, ale co chwilę marudził o brak miejsca na dysku, cofamy się do początku problemu. No ale cośtam wywaliłem z ukrytego folderu programdata i ruszył, podczas instalacji znalazł jakiegoś virusa, więc zresetował kompa, usunął go i zaczął się instalować od nowa. W tym momencie mam go zainstalowanego i przeskanował już 4%. Dodałbym więcej screenów, ale to chyba nie ma sensu.(bo je zgubiłem gdzieś :D)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *